wyznajeSpotkanie DKK 28 kwietnia 2014

Jaume Cabre napisał piękną mistyczną powieść o życiu, o tym, że należy wychodzić przeznaczeniu naprzeciw,o małości ludzkich działań, o tym, że w spotkaniu ze złem wciąż jesteśmy bezsilni i biernie się mu poddajemy.

Jest to wyznanie miłosne, oraz spowiedź człowieka,który stara się przeniknąć zło, zarówno w świecie jak i w samym sobie. Historia chłopca dorastającego pośród książek, który mierzy się z rodzinnymi tajemnicami.

W powieści ukazana jest również inkwizycja hiszpańska oraz piekło dwudziestowiecznej Europy.

Odnajdujemy w niej sprawnie skrojoną, inteligentną i pasjonującą wieloznaczną historię ludzkiego losu, naznaczonego złem i tak naprawdę nie można się od niego uwolnić.

ciemno prawie nocSpotkanie DKK 17 marca 2014

Reporterka Alicja Tabor wraca do Wałbrzycha, miasta swojego dzieciństwa.Za zadanie ma zrobić reportaż o zaginionej trójce dzieci, ale jej powrót jest także powrotem do dramatów własnej rodziny: śmierci rodziców, samobójstwa pięknej starszej siostry, zafascynowanej wałbrzyską legendą księżnej Daisy i zamku Książ. Wyjaśnianiu tajemnicy Andżeliki, Patryka i Kalinki towarzyszy, więc odkrywanie tajemnic z przeszłości Alicji.
W swojej najnowszej książce Joanna Bator nawiązuje do konwencji powieści gotyckiej. Nie po to jednak, by bawić czytelnika: w tym, co niesamowite, często ukryta jest prawda o nas, której, na co dzień nie chcemy pamiętać. Wiele partii książki to przetworzone przez autorkę spojrzenie na współczesne polskie społeczeństwo.
"Ciemno, prawie noc" traktuje o wszechobecności i potędze zła, banalności przemocy i okrucieństwa. No i, niejako odwrotnie, zdaje sprawę z kruchości i ulotności dobra. Przynosi nad wyraz pesymistyczną diagnozę, nie tylko socjologiczną, ale i moralną czy nawet antropologiczną.

zlodziejka ksiazekSpotkanie DKK 17 lutego 2014

Markus Zusak w jednym z wywiadów powiedział, że podczas dorastania słuchał opowieści o III Rzeszy, bombardowaniu Monachium i Żydach przechodzących przez małe miasteczko, w którym żyła jego matka. Te opowieści zainspirowały go do napisania "Złodziejki książek".

O tragediach II wojny światowej pisać nie jest łatwo. A już z pewnością nie jest to prosta sprawa, jeśli książka skierowana ma być do grona młodych czytelników.

Rok 1939. Dziesięcioletnia Liesel mieszka u rodziny zastępczej w Molching koło Monachium. Jej życie jest naznaczone piętnem ciężkich czasów, w jakich dorasta. A jednak odkrywa jego piękno - dzięki wyjątkowym ludziom, których spotyka, oraz dzięki książkom, które kradnie.

Autor doskonale rysuje portrety bohaterów, dbając o szczegóły i wyjaśniając motywy ich postępowania. Jednak nie tu ukryty jest fenomen książki. Najpiękniejszym zabiegiem, jaki uczynił Zusak jest próba oswojenia czytelnika ze śmiercią. Jak to robi? Czyni śmierć narratorem całej opowieści.

Recenzja książki: "Złodziejka Książek" Robert Frączek

Złodziejkę odkładałem długo, choć nawet ją kiedyś bratankowi kupiłem, zachęcony pozytywnymi recenzjami. Teraz niestety mogłem tylko wysłuchać, pewnie wiec troszkę straciłem z tego klimatu, który tworzą ilustracje (dziś je przejrzałem) i specyficzna narracja książki. Po prostu znalezienie jej w bibliotekach zakrawa na cud. Wszelkie moje marudzenie zrzućcie więc w razie czego na to, że to jednak trochę "gorsza" wersja książki - nie papierowa, a wiadomo, że przy słuchaniu czasem uwaga się rozprasza.

Tyle się nasłuchałem - że to arcydzieło, że wzrusza, że najważniejsza książka w życiu, a ja tu z ciekawością, ale bez wielkich zachwytów i bez łez...

Mam wrażenie, że chyba już "za stary" jestem na takie bazujące na emocjach pozycje, nie działają na mnie. Może gdybym przeczytał to 25 lat temu? Zbyt wiele lektur za mną traktujących o tragedii II wojny światowej wprost, aby teraz poruszyło coś co jest zaledwie delikatnym zasygnalizowaniem jej okrucieństwa. Nie mówię, że to wada. Przemieszanie różnych obrazów i scen realistycznych (marsze żydów przepędzanych przez miasto, głód, bieda, naloty) z życia niemieckiego miasteczka oraz na poły baśniowej opowieści snutej przez śmierć, uważam za pomysł ciekawy i udany. Tyle, że to zbyt mało, by "poruszyć" emocje.

Ciekawe byłoby spytać na co zwracają uwagę młodzi czytelnicy. Czy bardziej na wojenną otoczkę, los żydów, okropność wojny i naigrywanie się z Hitlera, który pociągnął naród w piekło, czy może jednak na postać i psychikę głównej bohaterki, jej relacje, jej miłość do książek. W końcu to właśnie poprzez dziewczynkę, jej wrażliwość, jej zapiski, poznajemy te wszystkie wydarzenia. Nie jest to więc książka dokumentalna, historyczna, a raczej opowieść o dojrzewaniu, o przyjaźni, o tym czy można pozostać dobrym człowiekiem w trudnych czasach.

Trzeba przyznać, że mimo mało skomplikowanej fabuły, książka ma w sobie jakaś magię. Ciekawy pomysł na narrację prowadzoną przez śmierć, liczne dygresje, wybieganie do przodu, sny i fantazje - to wszystko sprawia, że trudno się przy tym nudzić. Na pewno trudno też nie polubić niektórych postaci - choćby obojga przybranych rodziców Liesel. To wszystko zaliczam na plus, choć nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to książka trochę zbyt infantylna, zbyt prosta jak dla dorosłych czytelników. Można oczywiście zachwycać się poetyckimi porównaniami, kolorami, symboliką, których tu nie brakuje, ale mimo wszystko nazywanie tego arcydziełem to spora przesada.

Dla młodzieży jednak rzecz na pewno warta polecenia. Kto wie, może i oni pokochają SŁOWA i odkryją ich moc, podobnie jak bohaterka będą z nich czerpać, a potem również dawać nadzieję, siłę, wiarę.

Gdy najpierw myślałem nad podtytułem książki to pierwsze skojarzenie było: co daje siłę by przetrwać najgorsze. W przypadku bohaterów "Złodziejki książek" były to właśnie lektury. Czytane w nocy by odpędzić koszmary, czytane w schronie przeciwlotniczym, czytane przy stole rodzinnym, przy łóżku chorego, we własnym kąciku w piwnicy... Przynoszące zapomnienie, radość, ale i jak się okazuje siłę do tego by trwać, by się nie poddawać.

A i Wy przeczytajcie. Sprawdźcie sami. I zachęcam by to zrobić przed/zamiast obejrzeniem filmu. Pewnie napiszę o nim jeszcze w tym tygodniu, ale uwierzcie - nie umywa się do powieści Zusaka.

milosc dobrej kobietySpotkanie DKK 20 stycznia 2014

Alice Munro jako "mistrzyni krótkiej formy literackiej", w swoich opowiadaniach skupia się na relacjach międzyludzkich w codziennym życiu. Akcja większości jej prozy osadzona jest w południowo-zachodniej części prowincji Ontario i często obraca się wobec z pozoru trywialnych i codziennych faktów oraz obserwacji otaczającej rzeczywistości.

Bohaterowie Munro są ludźmi z krwi i kości, w których nietrudno odnaleźć samego siebie. Munro w swoich opowiadaniach ukazuje przemijanie, złożoność więzów rodzinnych, specyfikę życia w małych miasteczkach i ogromne różnice między światem mężczyzn i kobiet.

Najistotniejszy wniosek płynący z jej lektury brzmi: literatura realistyczna żyje, a jej możliwości wcale nie zostały wyczerpane.

Recenzja książki: "Miłość dobrej kobiety" Robert Frączek

Miłość dobrej kobiety - Alice Munro, czyli niedopowiedziane.

I kolejna lektura na DKK. Naprawdę to dla mnie niejednokrotnie okazja do sięgania po rzeczy, które albo gdzieś tam wciąż były w planach, albo nawet nigdy do nich specjalnie nie ciągnęło. Fakt, że przy dwóch klubach czasem trzeba trochę się nakombinować by zdobyć książkę i zdążyć z jej przeczytaniem, odłożyć inne lektury na później. Ale jaka frajda z dyskusji, z poznania zdania innych, spojrzenia na ten sam tekst.
Aż ciekaw jestem co usłyszę przy Munro. Bo przyznam się, że mnie to nie powala. Nie dlatego, że to opowiadania (a to częsty zarzut), ale chyba po prostu lubię trochę inny styl, chciałbym czasem trochę posmakować nie tylko "klimatu", ale i akcji, jakichś wydarzeń. Tymczasem tu...
Tu nawet jeżeli pojawia się jakaś szansa na coś dramatycznego, na jakieś wydarzenie, które może postawić bohaterki (bo to właśnie kobiety są w centrum uwagi) w nowej dla nich sytuacji, zmusić do działania, to albo opowiadanie się kończy, albo nie dzieje się nic czego byśmy się mogli spodziewać, albo też ta szansa rozpływa się w powietrzu. Wątek nie jest rozwinięty, coś tam może się zadziało, ale po co o tym pisać.
Co w takim razie jest ważne? Emocje. Nastrój. Jakaś chwila, która choć wydawała się nam mało ważna, dla bohaterki była czymś najważniejszym. Uczucia. Coś co utkwiło w głowie i nie daje spokoju. Zwykli ludzie, ich codzienność. Namiętności. Marzenia. Depresja. Niepokoje. Macierzyństwo. Tęsknota. Ból. Zazdrość.
I być może kobietom łatwiej się w tej literaturze odnaleźć, lepiej rozumieją tę zmienność nastrojów, brak zdecydowania, czasem upór, albo podejmowanie decyzji wydawało by się irracjonalnych.
Chwilami ulegałem świetnie uchwyconemu nastrojowi, pięknie opowiedzianej scenie, jakiejś sytuacji, ale jak dla mnie brakowało w tym puenty, większość z tych historii prowadziła donikąd, tak jakby urwana w pół drogi...
Zbiorek ośmiu opowiadań, z których chyba pierwsze, tytułowe zrobiło na mnie największe wrażenie. Pozostałe może nie nazwałbym nudnymi, bo w każdym coś fajnego znalazłem, ale każde ma niestety też coś co powoduje w ogólnej ocenie spory niedosyt.
Ale do Munro wrócę na pewno, sprawdzę inne jej zbiorki.

pamietniki adama i ewySpotkanie DKK 16 grudnia 2013

"Pamiętniki Adama i Ewy" są opowieścią o pierwszych ludziach, o dwóch odmiennych istotach, których miłość narodziła się dopiero po wielu latach. W swojej historii miłosnej napotkali na wiele barier i nieporozumień. Dlaczego tak się działo? Bo byli od siebie ogromnie różni, a różnice te uniemożliwiały zrozumienie swoich potrzeb i uczuć.

W krótkim utworze Mark Twain zawarł historię o poznawaniu i odkrywaniu siebie nawzajem. Dzięki parafrazie Biblii udało mu się opowiedzieć o niesamowitej ewolucji męskości i kobiecości bez żadnego wpływu czynników zewnętrznych.

Recenzja książki: "Pamiętniki Adama i Ewy" Robert Frączek

Mark Twain - Pamiętniki Adama i Ewy, czyli i tak Cię kocham
Kto by pomyślał, że ta książeczka może wzbudzać dziś jeszcze jakieś emocje... Gdy wskazano mi ten tytuł jako lekturę na DKK, jedynie się skrzywiłem. Również lektura nie przyniosła zbyt wiele pozytywów. Dobrze, że chociaż cienkie i szybko się czyta, ale poza tym ani specjalnie dziś już bardzo nie bawi, ani nic w tym odkrywczego. Ot garść stereotypowych i żartobliwych spojrzeń na obie płcie, różnice między nimi i wzajemne postrzeganie. Kilka fajnych scen i pomysłów (np. odmienne podejście do zwierząt, albo obserwacja rozwoju dzieci), ale jak dla mnie to raczej szkic niż zamknięta całość, luźno powiązane żarty, a nie coś poważnego (po prostu aż prosi się o pogłębienie różnych wątków).

Na spotkaniu w dużej mierze potwierdziły się moje refleksje: i Adam i Ewa są przerysowani i raczej drażnią swoimi wadami niż prezentują swoje pozytywne cechy. Ale mimo tej powierzchownej zgodności, tekst ten stanowił świetny punkt wyjścia do gorącej dyskusji na temat wzajemnego postrzegania kobiet i mężczyzn w dzisiejszym świecie, oczekiwań, zmian jakie następują w społeczeństwie. Od Twaina aż do gender... Oj gorąco było.
Pobić się nie pobiliśmy, rozstaliśmy się również w zgodzie, ale ze zdziwieniem dotarło do mnie jak te stereotypy uchwycone przez autora w tej niewielkiej książeczce są żywe. Trochę leniwy i zamknięty w sobie, konkretny do bólu facet i żywioł, który trudno powstrzymać, rozgadany, pełen emocji, pomysłów, niby stworzenie wrażliwe, ale podatne na nastroje, egocentryczne, a nawet przewrażliwione na swoim punkcie. Czyli kobieta.
Jak to się dzieje, że mimo tych różnic, tego że one tak czasem denerwują, że nie bywa łatwo, że trzeba o sobie zapomnieć, gdy się tych dwoje styka, rodzi się coś niesamowitego co nazywamy miłością? Twain w swej humoresce nie daje odpowiedzi, przerysowuje, drażni i trochę się z nas nabija. Niby obserwujemy pierwszych ludzi w raju, ale to tylko sceneria, Bóg praktycznie się tu nie pojawia, a i wąż-szatan jest wspominany jakby mimochodem. To co ważne to fakt, że oboje poznają siebie jakby od początku: swoje możliwości, ograniczenia, interesują się światem jaki ich otacza, są niczym czysta tablica. Uczą się siebie, a poznając "ten drugi eksperyment" stają zadziwieni, jak bardzo różni się on od nich samych.
Może gdy ta książeczka powstawała, zmuszała do podobnych dyskusji jak i dziś? Od refleksji i uśmiechu wszak też można dojść do większej cierpliwości, wybaczania, empatii :)