antybasnieSpotkanie DKK 24 września 2012

wolski Z definicji... Fantastyka jest dziedziną literatury, opartą o zmyśloną, baśniową, rzeczywistość i postacie, stworzone na podstawie mitów, legend, wyobraźni, która łączy w sobie cechy powieści przygodowej i historycznej.

Cykl "Antybaśnie" Marcina Wolskiego, to brawurowe połączenie licznych wątków fabularnych, wykreowanych przez autora oraz jego literacki komentarz, do miłościwie nam panującej Trzeciej Najjaśniejszej Rzeczywistości. Wolski miesza rzeczywistość z elementami fantastycznymi i bajkowymi a baśniowi bohaterowie, nieco odbiegają od postaci, które pamiętamy z babcinych opowieści.

Książka jest napisana lekkim i dowcipnym językiem, podszyta ostrym erotyzmem, a jednocześnie pełna romantyzmu. Autor stworzył złożoną alternatywną rzeczywistość, powiązaną na wielu poziomach ze światem, jaki znamy, pozornie różną, a jednak dziwnie znajomą.

colas breugnonSpotkanie DKK 23 sierpnia 2012

Rolland zadedykował powieść świętemu Marcinowi, patronowi swego rodzinnego miasta - Clamecy. Historia zainspirowana dziejami pradziada autora - Boniarda, jest hołdem złożonym pogodzie ducha i radości życia.

Jej bohater, tytułowy Colas Bregnon, ma jednak niewiele ze świętego. Bohater gada, pije i zajada, kocha kobiety, przyrodę, swoją pracę stolarza-artysty, zwalcza zarazę, wojuje ze złoczyńcami i możnymi tego świata, zawsze z równym zapałem, soczystym humorem, wierząc w piękno życia i przyjaźń między ludźmi. Twierdzi iż "nie ma smutnego czasu sa tylko smutni ludzie" - co wydaje się być aktualne do dziś...

W książce zauważalne jest duże podobieństwo, pomiędzy francuskim a polskim społeczeństwem wiejskim. Zwyczaje i zachowania, szczególnie kiedy mowa jest, o biesiadach mocno zakrapianych, ktore tak charakteryzują państwo polskie od XVI wieku, bo już Kochanowski w swoich fraszkach o tym pisał.

„Colas Breugnon” sprawia wrażenie prostej opowiastki, ale ta niepozorna historyjka, kryje w sobie potężną dawkę życiowej mądrości.

Recenzja książki "Colas Breugnon" - Krzysztof Kachniarz

Łatwo oceniamy ludzi po wyglądzie a książki po okładce, tytule, objętości i w obu wypadkach łatwo się pomylić. W owej sytuacji, znalazłem się stając przed możliwością przeczytania książki "Colas Breugnon". Z racji mojego chłodnego stosunku, do literatury francuskiej (poza Maurice Druonem autorem cyklu historycznego o królach średniowiecznej Francji) sądziłem, że czytanie opowieści Rollanda, będzie przypominać jedzenie szpinaku a tymczasem spotkało mnie, pozytywne zaskoczenie. Od pierwszej bowiem strony książki, czytelnik jest narażony na silne promieniowanie optymizmu i końską dawkę dobrego humoru. Fakt co jak co, ale francuzi umieją cieszyć się życiem i urokami stołu, ale nie każdy autor, umie tak oddać urok życia w małym miasteczku jak Rolland. Podczas lektury stają przed oczyma, grzejące się w słońcu mury Clamecy, krzątający się przy swych sprawach mieszkańcy i pyszne barwy krajobrazu Burgundii. Dodatkowo sam bohater książki – Colas, jest osobą jak z rękawa sypiącą rubasznymi wierszykami, bądź błyskotliwym komentarzem, opatrującą nie zawsze radosną rzeczywistość, bo też i owa nie oszczędza miasteczka, jego mieszkańców oraz samego Colasa. Zaraza, wojna religijna, spory w rodzinie, słowem to czego i w dzisiejszych czasach nie brakuje w serwisach informacyjnych, spotykamy na kartach książki i ze wszystkim tym humorem i stoicką pogodą ducha, radzi sobie Breugnon i to w sposób, którego skuteczności mogłyby pozazdrościć zastępy psychoanalityków. Trzeba przyznać, udała się Rollandowi niełatwa sztuka odmalowania postaci, która nie złorzeczy na swój los, ale bierze go w swoje ręce a z przeciwnościami walczy humorem i dystansem do samego siebie. Uważam po przeczytaniu tej książki, że gdybyśmy mieli w sobie troszkę więcej Colasa Breugnon świat byłby przyjaźniejszym miejscem - zdecydowanie polecam każdemu od lat 5 do 105.

nowe przygody mikolajkanieznane przygody mikolajkanowe przygody mikolajka kolejna porcja

Spotkanie DKK 12 lipca 2012

Pierwsze opowiadania o małym chłopcu - Mikołajku, powstały w latach 60-tych. W historiach znajdujemy dialogi kilkuletnich uczniów, które odzwierciedlają dziecięce pojmowanie świata. Goscinny przedstawia bardzo szeroki obraz powojennej, małomiasteczkowej Francji, za sprawą kreski Sempégo, z kart książki dobywają się dziecięce krzyki, dąsy i kłótnie.

Po dwudziestu latach Wydawnictwo Znak, publikuje dwa tomy "Nowych przygód Mikołajka" oraz zupełnie dotąd nieznane, po raz pierwszy drukowane teksty znalezione w archiwach Goscinny'ego - "Nieznane przygody Mikołajka". Wracają te przezabawne, ironiczne, czasami nawet złośliwe historie, przyozdobione równie zabawnymi, komiksowymi rysunkami.

Trudno streścić wszystkie opowiadania, wiele jest w nich elementów powtarzalnych. Przecież można ciągle czytać wyjaśnienia Mikołajka, że "Rosół to nasz opiekun, nazywany jest tak, bo wciąż mówi: Spójrzcie mi w oczy, a na rosole są oka", że Alcest ciągle je a Gotfryd ma bardzo bogatego tatę. Historie te mają, zawsze nową scenerię, autor przenosi nas do restauracji, zoo, cyrku czy na wakacje. Jednak bohaterem jest Mikołajek, opisujący szaleństwa kolegów, ale dostrzegający swoim dziecięcym wzrokiem, również smieszne zachowania i pozy dorosłych.

Dlaczego nie tylko dzieci, chętnie sięgają po te książki? Ponieważ starsi czytelnicy śledząc bohaterów opowiadań, którzy prowadzą wojnę społeczną i rodzinną między sąsiadami, pracownikiem a szefem, teściową a zięciem, widzą w nich samych siebie.

"U nas na święta - powiedziałem - będzie Bunia, Ciocia Dorota i stryjek Eugeniusz.

A u nas - powiedział Alcest - będzie biała kiełbasa i indyk."

Recenzja przygód "Mikołajka" - Dorota Ejmocka

Dla wielu kultowe przygody Mikołajka, są jak powroty do beztroskich lat dzieciństwa, gdzie podwórko było całym naszym światem i centrum niesamowitych przygód, w szkole mieliśmy wesołą paczkę kolegów i koleżanek od wspólnych zabaw, a czas płynął na poznawaniu świata jako małym odkrywcom.

W taką sentymentalną podróż wybierzemy się wraz z książkami z serii „Mikołajek” napisanych przez René Goscinny'ego i zilustrowanych przez Jean-Jacques'a Sempé. W gronie przyjaciół Mikołajka zawsze jest wesoło. Alcest ciągle je, Gotfryd daje kolegom swoje zabawki, żeby je do końca popsuli, a Euzebiusz lubi się bić, ale tylko z przyjaciółmi, bo jest bardzo nieśmiały. A Mikołajek, choć stara się być grzeczny, ciągle wpada w kłopoty... Książki napisane są z dużą dawką humoru, a każda opowiastka to niekonwencjonalny ciąg zdarzeń z zaskakującym zakończeniem. Bohaterowie serii to barwne i wyjątkowe postacie, które zapamiętamy na długo. Dzięki Mikołajkowi oderwiemy się od zabieganej rzeczywistości, powrócimy do radosnych i beztroskich lat dzieciństwa.

Warto wspomnieć, że Polska jest jedynym krajem, która ma swoją wersję przygód Mikołajka. To opublikowana w 1986 roku w nielegalnym wówczas Wydawnictwie Rytm książka "Mikołajek w szkole PRL-u" Maryny Miklaszewskiej. Wszystko na kartki, kilometrowe kolejki, założony podsłuch... Świat opisywany przez autorkę oparty jest na autentycznych relacjach jej syna ze szkoły, po wprowadzeniu stanu wojennego, z ilustracjami chłopca. "Jedyna książeczka dla dzieci, która ukazała się w drugim obiegu - zaznacza autorka i dodaje: - polska wersja Mikołajka to właściwie pastisz pierwowzoru".

Przygody Mikołajka to lektura dla każdego czytelnika, dzieci zachwycać się będą przygodami swojego rówieśnika, ludzie młodzi powspominają swoje dzieciństwo, a starsi - śmiać się będą do łez.

niebieski autobusSpotkanie DKK 11 czerwca 2012

kosmowskaniebieskiautobus ost PRL-owska rzeczywistość, z dużą dawką humoru kreśli portret ówczesnego społeczeństwa, z wszystkimi zaletami i wadami. Wszystko to napisane przyjemnym, potocznym językiem i podane w przystępnej formie.

Niebieski autobus, nie jest jedynym reliktem minionych czasów w książce Kosmowskiej. Podobnie jak inne atrybuty nie tak dawnej rzeczywistości, staje się mimowolnym łącznikiem pomiędzy dwiema historiami: tą dziecięcą, odnotowaną bystrym i szczerym spojrzeniem narratorki oraz dojrzałą, do której dociera się po kocich łbach własnych pragnień i potrzeb.

Gospodarzem obu tych światów jest inteligentna i wrażliwa dziewczyna - Miśka Pietkiewicz. Mogłaby, wzorem innych, wyzwolić się z dusznej atmosfery rodzinnego domu, przesyconej oparami samogonowych marzeń o lepszym życiu. Mogłaby wykupić bilet w jedną stronę, raz na zawsze zamykając za sobą drzwi do przeszłości. Mogłaby wreszcie stać się jeszcze jedną płaczącą nad dziedzictwem przeszłości ofiarą systemu rodzinnych wypaczeń i niedoskonałości, ale tak byłoby zbyt prosto. Dlatego otrzymujemy opowieść o wielkiej sztuce akceptacji i to wcale nie kosztem siebie, gdyż prawdziwa zgoda na świat zawsze pozostaje zgodą z samym sobą.

Każda z kreowanych przestrzeni, do której dotrzeć można niebieskim, zdezelowanym autobusem, bywa śmieszna i jednocześnie przerażająca. Jak życie, przecież ono też takie jest!

Recenzja książki "Niebieski autobus" - Jola Grabowska

„Niebieski autobus” lektura obowiązkowa dla pań po 50-tce!

Koniec lat 60-tych w PRL-u. Poznajemy Miśkę jako małą dziewczynkę, mieszkającą z rodzicami i babcią w biednej okolicy małego miasteczka czy przedmieścia. Rodzina traktowana przez resztę lokalnego społeczeństwa jako margines ze względu na produkcję bimbru oraz pochodzenie („przybysze zza wschodniej granicy”), a także nieprzeciętną postać wujka Romana. Miśka dorasta, przeżywa pierwszą miłość, rozczarowania, zaciekawienie lepszym światem. Wyrusza po nauki, po dojrzałe życie, po doświadczenia, by wrócić do miejsca swoich urodzin i zaopiekować się ogrodem pana Sybiduszki i poznać jego tajemnicę.

Nostalgiczna opowieść napisana z błyskotliwym humorem, bez zadęcia i martyrologii o codziennym życiu w czasach Polski socjalistycznej. Napisana swobodnym językiem, zawiera wiele niebanalnych porównań i sformułowań, porusza wiele ciekawych problemów i problemików, które nienachalnie nakłaniają nas do przemyśleń, zastanowienia się kolejny raz nad różnorodnością typów ludzkich, porównywania losów bohaterów z własnymi przeżyciami i doświadczeniami.

I choć jestem pewna, że nie chciałabym, aby tamte czasy wróciły, to dzięki książce Barbary Kosmowskiej przypomniałam sobie różne smaczki własnego dzieciństwa. Sentymentalna podróż do własnej przeszłości, odkładanej powoli na coraz wyższą półkę. Polecam.

wislawa szymborskaWieczór poezji Wisławy Szymborskiej w ramach DKK 7 maja 2012

Szymborska uznawana jest za jedną z najwybitniejszych (obok Herberta i Miłosza), postaci w grupie polskich poetów. Szczególna wartość jej poezji, została podkreślona przez przyznanie poetce w 1996 r. Nagrody Nobla.

Wiersze Szymborskiej uchodzą za proste, ale jednocześnie przesiąknięte głębokim intelektualizmem. Poetka nie sili się na górnolotny język, nawiązuje bezpośredni kontakt z czytelnikiem. Jednocześnie porusza jednak sprawy ważne, filozoficzne, refleksje związane z egzystencją człowieka i jego miejscem w świecie – ukazane z perspektywy biologicznej, historycznej, politycznej.

Mówi się o niej, że była prywatna, kameralna. Nagradzana i podziwiana godnie broniła swojej przestrzeni, nie pozwoliła się wcisnąć w kostium celebrytki. Uparcie wymykała się z narzuconych jej ról: autorytetu od wszystkiego, filozofa w spódnicy. Ona odeszła, ale teksty pozostały.

Szymborska unikała jednoznacznych odpowiedzi, dlatego jej wiersze są trudne do interpretacji i każdy rozumie słowa autorki na swój sposób. Spośród utworów interpretowanych na spotkaniu - Dyskusyjnego Klubu Książki, chciałabym wyróżnić dwa wiersze: „Wietnam” i „Kot w pustym mieszkaniu”. Równocześnie gratuluję Krzysztofowi Kachniarzowi, za ciekawą analizę tekstu i dziękuję Joli Grabowskiej, która udostępniła prywatne zbiory o poetce.

Wiersze Wisławy Szymborskiej

Wietnam

Kobieto, jak się nazywasz? - Nie wiem.
Kiedy się urodziłaś, skąd pochodzisz? - Nie wiem.
Dlaczego wykopałaś sobie norę w ziemi? - Nie wiem.
Odkąd się tu ukrywasz? - Nie wiem.
Czemu ugryzłaś mnie w serdeczny palec? - Nie wiem.
Czy wiesz, że nie zrobimy ci nic złego? - Nie wiem.
Po czyjej jesteś stronie? - Nie wiem.
Teraz jest wojna musisz wybrać. - Nie wiem.
Czy twoja wieś jeszcze istnieje? - Nie wiem.
Czy to są twoje dzieci? - Tak.

Kot w pustym mieszkaniu

Umrzeć - tego nie robi się kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf się zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.

I żadnych skoków pisków na początek.