slow food i aronia losuSpotkanie autorskie z Anną Kamińską w ramach DKK 26 listopada 2012

Książka "Miastowi : slow food i aronia losu" jest zbiorem 21 historii ludzi, którzy po wielu latach egzystencji w wielkim mieście, zdecydowali się na życie na wsi. Opowieść o ich odwadze, pracy i sile w realizacji marzeń, o życiu z pasją i poszukiwaniu sensu. Kim są ludzie, którzy zostawili wszystko: mieszkanie w wielkim mieście, kariery, rodzinę, przyjaciół i przenieśli się z wielkomiejskiej dżungli na wieś? To ekscentrycy? Szaleńcy? Outsiderzy?

Autorka, żeby poznać odpowiedź na pytanie: jak się żyje „miastowym” na wsi – żeby dotrzeć do prawdy – przemierzyła po Polsce tysiące kilometrów. Ta książka inspiruje do wyborów: stylu życia i miejsca do życia, do odważnych decyzji, do zmian.
zakladka

Z okazji pierwszych urodzin DYSKUSYJNEGO KLUBU KSIĄŻKI, życzę wszystkim klubowiczom, odkrywania świata z kart książek, na różne sposoby, poznawania go, by stawał się przyjazny, dzielenia się nim.

Kiedy będziecie chcieli się czegoś nauczyć, nie sięgajcie tylko po książkę, warto z kimś porozmawiać. Jak mawiał Maksym Gorki "Kochajcie książki. One ułatwią Wam życie, po przyjacielsku pomogą zorientować się w pstrej i burzliwej gmatwaninie myśli, uczuć i zdarzeń. One nauczą Was szanować człowieka i samych siebie, one uskrzydlą rozum i serce uczuciem miłości dla świata, dla człowieka".

Dziękuję wszystkim, za wkład w budowanie naszego zespołu, zaangażowanie i obecność na spotkaniach!

Moderator klubu:

Justyna Ambroziak

Recenzja książki "Miastowi" - Robert Frączek

Miastowi. Slow food i aronia losu - Anna Kamińska, czyli: a może by tak rzucić to wszystko i wyjechać...

Któż mieszkając w mieście nie marzy czasem o tym by uciec gdzieś w głuszę. Szukamy jej wyjeżdżając na urlop, męczy nas zabieganie i rytm miasta. Ale nie każdy też ma odwagę by zdecydować się jednak na taki krok, by zostawić wszystko i zaryzykować. Bo zwykle taka decyzja to nie tylko realizacja marzenia i pyk! jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki już jest. To również ciężka praca, aby to nowe gniazdko uwić, wyposażyć, przestawić się na inny rytm życia, wtopić się w lokalną społeczność i o czym nie wolno zapominać: znaleźć nowy sposób na to by ten dom i swoje w nim życie utrzymać na jakimś poziomie...

Książka "Miastowi. Slow food i aronia losu" to 21 historii właśnie takich marzycieli, którzy porzucili rzeczywistość miejską jaką znali, w jakiej się wychowali, żyli. Goniąc za marzeniami, szukając jakiegoś pomysłu na siebie odnaleźli go na wsi - jedni na Mazurach, inni w Bieszczadach, ale okazuje się, że i blisko Warszawy można znaleźć swoje małe szczęście i oddech.

Całość to wywiady, lub też spisane wspomnienia ludzi nieprzeciętnych, ludzi z pasją, którzy nie potrafili pogodzić się z szarością i monotonią harówki dla jakichś korporacji. Okazuje się, że na wsi też można pracować, zarabiać i żyć - większość z bohaterów znalazła jakiś pomysł na siebie, ale i na to by na tym zarabiać. Lepią z gliny, prowadzą gospodarstwa agroturystyczne, gospody, uprawiają na swoich ziemiach np. aronię albo winorośle, pieką chleby, prowadzą stajnie, fotografują, realizują różnego rodzaju warsztaty twórcze itd. I co najważniejsze są szczęśliwi, bo żyją nie tylko wolniej, ale w pięknym otoczeniu, które sprawia, że ludzie są jakoś bliżej siebie, bardziej na siebie otwarci. To również opowieści o miłości - o tym jak bohaterowie tej książki szukali siebie nawzajem, jak potem wspierali się w trudach i znojach np. budowy domu, życia w prowizorce i jak teraz mogą cieszyć się harmonią i poczuciem wykorzystanej szansy. Piękne te opowieści.

I fakt, że wiele z tych osób miało czym ryzykować zarabiając wcześniej spore pieniądze wcale mi nie przeszkadza w tym by ich podziwiać. To nie tylko kaprys bogatych ludzie, ale mam wrażenie, że stoi za tym coś więcej - nawet jeżeli to nie chałupa na wsi, ale pałac i kilkaset hektarów ziemi. Piękne jest też to, że nie tylko sami czerpią radość i ewentualne korzyści z rozkręconych nowych "biznesów" sami, ale starają się angażować ludzi wokół siebie, społeczność lokalną, integrować ją i często uczyć tych ludzi nowego spojrzenia na pracę i możliwość zarabiania (np. bez kogoś kto by pisał projekty i wygrywał dotacje np. na warsztaty lepienia z gliny, czy pieczenia chleba dla młodzieży, pokazywanie dzieciakom ciekawych lekcji byłoby niemożliwe).

Wszyscy bohaterowie przekonują nas, że bliżej natury żyje się lepiej - nie tylko wolniej, ale i jakoś pełniej, bardziej świadomie. A my jesteśmy skłonni się z tym zgodzić, nawet jeżeli z tyłu głowy mamy myśl, że autorka zebrała same historie z happy endem, a w życiu różnie bywa.
To książka nie tylko o życiu na wsi i jego kolorycie, ale przede wszystkim o ludziach, którzy to odkrywali - o zmianie jak w nich zachodziła, o marzeniach, porażkach i o tym jak sobie z nimi radzić.

Krótkie rozdziały, dodatkowo okraszone wieloma zdjęciami z archiwum bohaterów (szkoda, że nie kolorowe!) - naprawdę czyta się i szybko i bardzo przyjemnie! Chyba lepiej czytało mi się rozdziały w formie reportażu, wywiady trąciły mi troszkę sztucznością, ale może to tylko moje subiektywne odczucie.

Najbardziej urzekły mnie dwie historie: o wiejskim dworku, w którym bohaterka by uczcić pamięć swej babci urządza muzeum Lwowa i ziem wschodnich, oraz o Kaczym Bagnie - miejscu, które zrodziło się z doświadczenia Szkoły pod żaglami, a służy tym, dla których rejs jest jedynie marzeniem odległym jak milion w totka.

mistrz i malgorzataSpotkanie DKK 30 października 2012

coverbig Powieść Bułhakowa "Mistrz i Małgorzata", nie poddaje się jednoznacznym interpretacjom. Utwór odnosi się do rzeczywistości rosyjskiej sprzed trzydziestu lat - obraz totalitarnego państwa. Fabuła wtopiona w filozoficzne rozważania o zmaganiu się dobra ze złem. Nawet odrealnione, fantastyczne sceny czytelnik odbiera jako dotyczące go wczoraj i dziś, a także zapewne – kształtujące obraz przyszłości.

Ta powieść szkatułkowa, bogata w odniesienia do literatury światowej, wciąż zadziwia bogactwem tematyki. Znaleźć w niej można rozważania na temat kondycji sztuki, echa nieustannego konfliktu twórcy z otoczeniem, ale także ciętą satyrę.

W powieści czytelnik, spotyka sie z absurdem, doskonale nakreślonym przez rękę autora, bo czyż szatan może czynić dobro? Motto utworu pochodzące z "Fausta" Goethego, doskonale precyzuje wcielenie zła:

...Więc kimże w końcu jesteś?

- Jam częścią tej siły,

Która wiecznie zła pragnąc,

Wiecznie czyni dobro.

Czytelnik ma wybór: może czytać powieść jako utwór fabularny, rejestrując nieskończone bogactwo wyobraźni, okropieństwa i komizm, a także poetycką wieloznaczność, albo rozszyfrowywać jego konstrukcję historyczną i filozoficzną.

Recenzja książki "Mistrz i Małgorzata" - Robert Frączek

Mistrz i Małgorzata - Michał Bułhakow, czyli powieść życia.

Kiedy ma się opisać jakieś dzieło, które jest bardzo bogate w treści, wielopłaszczyznowe, wizjonerskie, brakuje odpowiednich słów i wszystko co tam tłucze się pod czaszką wydaje się zbyt małe, zbyt prozaiczne. Tak właśnie mam z tą książką - czytałem ją już po raz czwarty, czy nawet piąty i stwierdzam, że za każdym razem odkrywam w niej coś nowego. To chyba najlepiej świadczy o wielkości książki - wraca się nie tylko dla przyjemności, ale wciąż cieszymy się nią od nowa, odbieramy trochę w inny sposób.

Strasznie się cieszę, że była okazja by o tej książce pogadać na DKK i pewnie można by tak godzinami - każdy trochę coś innego w niej odnajduje, zadaje sobie inne pytania. Walka dobra ze złem, atrakcyjność i jakże inne oblicze ducha zła, pytania o obecność Boga - ach ileż tu można odnaleźć tematów.

W przeszłości pamiętam, że fascynował mnie wątek dialogu Piłata z Jeszuą - wędrownym filozofem, jak go nazywa tu Bułhakow. Te wszystkie sceny, ich plastyczność, klimat, choć tak inne od tych opisywanych w Ewangeliach zostawały w głowie na długo.

Tym razem w trakcie lektury bardzo mocno odkrywałem warstwę "autobiograficzną", czyli postać Mistrza, jego towarzyszki wsparcia i opiekunki. Chodzi mi głównie o cały ten pomysł - proces tworzenia opowieści, która nie jest rozumiana w tamtej komunistycznej rzeczywistości, krytyki, odrzucenia, załamania i nawet niszczenia rękopisu. Ileż w tym wszystkim przeżyć samego autora, który wspierany przez ostatnią żonę do końca życia będzie pracował nad powieścią, mając świadomość, że ona raczej nie ujrzy za jego życia światła dziennego.

No i jeszcze całe to szaleństwo jakie odnotowuje Bułhakow, a które ma miejsce przy okazji "wizyty" Wolanda i jego świty w Moskwie - od biur, urzędników, psychuszki, wszechobecnego strachu, donosów, znikania ludzi, dochodzenia i milicji, która nawet z diabłem chciała wojować aż do funkcjonowania tamtejszych "peweksów". Ach ile w tym ostrej satyry, i przenikliwych obserwacji tamtej rzeczywistości podsuwanej nam niby "przy okazji". Świat, który nie wierzy w Boga, ale w obliczu spotkania z diabłem zaczyna łapać się na tym, że nie wszystko da się racjonalnie wytłumaczyć. Świat postawiony na głowie, z jakimiś chorymi zasadami, których głupotę często tu obnażają słudzy diabła, czyli Korowiow i Behemot niszcząc tej złudny ład i porządek.

Nie chcę opisywać wszystkich postaci ani fabuły. Kto nie czytał po prostu zachęcam by sięgnął, kto czytał dawno - zachęcam by spróbował raz jeszcze. Znaleźć tu naprawdę można wiele - i dramat, i groteskę, elementy fantastyki i stylizację na opowieść biblijną. Ale kłopot by zdefiniować ją jednym określeniem - nie potrafię na przykład sensownie wpisać etykiet do tej notki...

A o czym jest ta książka? A to już musicie rozstrzygnąć sami, bo odpowiedzi pewnie może być wiele. Dla mnie nieodmiennie chyba najlepsza przeczytana książka w życiu - mimo upływu lat, każdy powrót do niej przeżywam tak samo - wciąga, fascynuje, zachwyca. I pewnie na fali odświeżę sobie też próby przeniesienia tej powieści na ekran.

Sprawiedliwy Szatan... czyli rzecz o "Mistrzu i Małgorzacie" - Jakub Nowak

Są dzieła które trudno jest zrecenzować. Jak bowiem ocenić bezstronnie książkę, która wywarła wielki wpływ na literaturę, zmieniając ją na zawsze, ale też i na inne gałęzie kultury? Czy można powiedzieć o niej coś więcej, niż powiedział już sam jej sukces? The Rolling Stones pod wpływem tej książki, napisali utwór „Sympathy for a Devil”. Andrzej Wajda nakręcił film „Piłat i inni”. W plebiscycie „Rzeczpospolitej” i „Polityki”, została wybrana najważniejszą powieścią XX wieku, a „Gazeta Wyborcza” wydała ją, w swej kolekcji zawierającej najważniejsze książki, z tego samego okresu. Mowa oczywiście o „Mistrzu i Małgorzacie”, czyli satyrze w czasach ZSRR.

Autorem książki jest Michaił Bułhakow, urodzony w 1891 roku w Kijowie syn prawosławnego teologa. Ukończył studia medyczne. Podczas I wojny światowej, był wielokrotnie mobilizowany do armii. Opisał swe przeżycia, czym naraził się cenzurze. Zarzucono mu kontrrewolucje i zabroniono wydawania powieści, jak również opuszczania kraju, autor nie mógł długo znaleźć pracy. Nieoczekiwanie z pomocą przyszedł nie kto inny, jak sam premier ZSRR, towarzysz Józef Stalin. W 1930 roku zatelefonował do pisarza i wkrótce potem, ten objął posadę w teatrze MchAT. Grywał tu małe role i był asystentem reżysera, choć nadal nie mógł publikować swych książek. W 1939 roku z okazji 60 urodzin Stalina, napisał dla niego sztukę „Batumi”, opowiadającej o rewolucyjnej młodości dyktatora. Nie przypadła ona jednak do gustu obdarowanemu, o czym Bułhakow szybko się dowiedział. Zaprzestał wtedy wychodzić z domu i stracił na zdrowiu. Swojej największej powieści poświęcił 12 lat życia, ostatnie poprawki dyktował żonie, już na łożu śmierci. Doczekał się publikacji swej książki, w latach 1966-67 na łamach gazety „Moskwa”, gdzie jednak była znacznie ocenzurowana. Pełna wersja, ukazała się dopiero w roku 1973.

„Mistrz i Małgorzata” to satyryczna powieść, o warunkach życia w ZSRR. Fabuła składa się, z kilku przeplatających się wątków. Jednym z nich jest miłość pomiędzy Mistrzem a Małgorzatą, drugim wizyta Szata, w ateistycznym przecież kraju. Ostatnim wątkiem jest snuta opowieść, o spotkaniu Piłata i Jeszui, która jest jednocześnie samą powieścią, napisaną przez Mistrza – bohatera książki. Wszystkie te historie przenikają się i łączą, jednocześnie tworząc, oddzielne koleje losów bohaterów.

Przekaz ma wiele symbolicznych odwołań, dygresji i subtelnych żartów. Przez to jej treść, może dla czytelnika wydawać się pozbawiona sensu. Brak logicznego ciągu dalszego, przerywane scenami, które nie posuwają akcji do przodu, lecz zatrzymują ją a nawet cofają, mogą irytować. Czytając tę książkę warto zdać sobie sprawę, iż Bułhakow pisał ją bez nadziei na publikacje. Jest ona dziełem jego życia, które tworzył przez 12 lat! Musi być więc bardzo osobista i ważna dla pisarza, o czym świadczy fakt tworzenia jej, aż do swych ostatnich dni. Znajdziemy w niej, wiele poziomów ludzkiej duszy, ukrytych na kartach tego dzieła.

Nie ma tu jednej właściwej interpretacji. Kim jest kot Behemot? Może być tylko zwykłym pomagierem Szatana, ale równie dobrze samym Stalinem w kociej skórze. Mnogość rozwiązań i zastosowane tu, literackie chwyty są na pewno imponujące. Dzięki temu książka stała się sławna. Dla mnie jednak, była długą przeprawą przez świat, którego kompozycja nie zachęcała do dalszego czytania. Sama narracja odrzuca od zawartej treści, owe przerywania i powroty do zagubionej myśli, były wysoce irytujące. Chwilami zastanawiałem się, czy oby w każdym przypadku, autor wiedział co chce przekazać pod danym symbolem.

„Mistrz i Małgorzata” jest lekturą, po którą każdy miłośnik literatury powinien sięgnąć. Jednak nie każdemu przypadnie ona do gustu, to literatura trudna. Nie tylko przez samą treść, ale przede wszystkim przez specyficzną formę przekazu. Absolutnie zaskoczony sztuką pisarską autora, muszę jednak stwierdzić, iż nie jest to dzieło, do którego wrócę w przyszłości z chęcią.

antybasnieSpotkanie DKK 24 września 2012

wolski Z definicji... Fantastyka jest dziedziną literatury, opartą o zmyśloną, baśniową, rzeczywistość i postacie, stworzone na podstawie mitów, legend, wyobraźni, która łączy w sobie cechy powieści przygodowej i historycznej.

Cykl "Antybaśnie" Marcina Wolskiego, to brawurowe połączenie licznych wątków fabularnych, wykreowanych przez autora oraz jego literacki komentarz, do miłościwie nam panującej Trzeciej Najjaśniejszej Rzeczywistości. Wolski miesza rzeczywistość z elementami fantastycznymi i bajkowymi a baśniowi bohaterowie, nieco odbiegają od postaci, które pamiętamy z babcinych opowieści.

Książka jest napisana lekkim i dowcipnym językiem, podszyta ostrym erotyzmem, a jednocześnie pełna romantyzmu. Autor stworzył złożoną alternatywną rzeczywistość, powiązaną na wielu poziomach ze światem, jaki znamy, pozornie różną, a jednak dziwnie znajomą.

colas breugnonSpotkanie DKK 23 sierpnia 2012

Rolland zadedykował powieść świętemu Marcinowi, patronowi swego rodzinnego miasta - Clamecy. Historia zainspirowana dziejami pradziada autora - Boniarda, jest hołdem złożonym pogodzie ducha i radości życia.

Jej bohater, tytułowy Colas Bregnon, ma jednak niewiele ze świętego. Bohater gada, pije i zajada, kocha kobiety, przyrodę, swoją pracę stolarza-artysty, zwalcza zarazę, wojuje ze złoczyńcami i możnymi tego świata, zawsze z równym zapałem, soczystym humorem, wierząc w piękno życia i przyjaźń między ludźmi. Twierdzi iż "nie ma smutnego czasu sa tylko smutni ludzie" - co wydaje się być aktualne do dziś...

W książce zauważalne jest duże podobieństwo, pomiędzy francuskim a polskim społeczeństwem wiejskim. Zwyczaje i zachowania, szczególnie kiedy mowa jest, o biesiadach mocno zakrapianych, ktore tak charakteryzują państwo polskie od XVI wieku, bo już Kochanowski w swoich fraszkach o tym pisał.

„Colas Breugnon” sprawia wrażenie prostej opowiastki, ale ta niepozorna historyjka, kryje w sobie potężną dawkę życiowej mądrości.

Recenzja książki "Colas Breugnon" - Krzysztof Kachniarz

Łatwo oceniamy ludzi po wyglądzie a książki po okładce, tytule, objętości i w obu wypadkach łatwo się pomylić. W owej sytuacji, znalazłem się stając przed możliwością przeczytania książki "Colas Breugnon". Z racji mojego chłodnego stosunku, do literatury francuskiej (poza Maurice Druonem autorem cyklu historycznego o królach średniowiecznej Francji) sądziłem, że czytanie opowieści Rollanda, będzie przypominać jedzenie szpinaku a tymczasem spotkało mnie, pozytywne zaskoczenie. Od pierwszej bowiem strony książki, czytelnik jest narażony na silne promieniowanie optymizmu i końską dawkę dobrego humoru. Fakt co jak co, ale francuzi umieją cieszyć się życiem i urokami stołu, ale nie każdy autor, umie tak oddać urok życia w małym miasteczku jak Rolland. Podczas lektury stają przed oczyma, grzejące się w słońcu mury Clamecy, krzątający się przy swych sprawach mieszkańcy i pyszne barwy krajobrazu Burgundii. Dodatkowo sam bohater książki – Colas, jest osobą jak z rękawa sypiącą rubasznymi wierszykami, bądź błyskotliwym komentarzem, opatrującą nie zawsze radosną rzeczywistość, bo też i owa nie oszczędza miasteczka, jego mieszkańców oraz samego Colasa. Zaraza, wojna religijna, spory w rodzinie, słowem to czego i w dzisiejszych czasach nie brakuje w serwisach informacyjnych, spotykamy na kartach książki i ze wszystkim tym humorem i stoicką pogodą ducha, radzi sobie Breugnon i to w sposób, którego skuteczności mogłyby pozazdrościć zastępy psychoanalityków. Trzeba przyznać, udała się Rollandowi niełatwa sztuka odmalowania postaci, która nie złorzeczy na swój los, ale bierze go w swoje ręce a z przeciwnościami walczy humorem i dystansem do samego siebie. Uważam po przeczytaniu tej książki, że gdybyśmy mieli w sobie troszkę więcej Colasa Breugnon świat byłby przyjaźniejszym miejscem - zdecydowanie polecam każdemu od lat 5 do 105.

nowe przygody mikolajkanieznane przygody mikolajkanowe przygody mikolajka kolejna porcja

Spotkanie DKK 12 lipca 2012

Pierwsze opowiadania o małym chłopcu - Mikołajku, powstały w latach 60-tych. W historiach znajdujemy dialogi kilkuletnich uczniów, które odzwierciedlają dziecięce pojmowanie świata. Goscinny przedstawia bardzo szeroki obraz powojennej, małomiasteczkowej Francji, za sprawą kreski Sempégo, z kart książki dobywają się dziecięce krzyki, dąsy i kłótnie.

Po dwudziestu latach Wydawnictwo Znak, publikuje dwa tomy "Nowych przygód Mikołajka" oraz zupełnie dotąd nieznane, po raz pierwszy drukowane teksty znalezione w archiwach Goscinny'ego - "Nieznane przygody Mikołajka". Wracają te przezabawne, ironiczne, czasami nawet złośliwe historie, przyozdobione równie zabawnymi, komiksowymi rysunkami.

Trudno streścić wszystkie opowiadania, wiele jest w nich elementów powtarzalnych. Przecież można ciągle czytać wyjaśnienia Mikołajka, że "Rosół to nasz opiekun, nazywany jest tak, bo wciąż mówi: Spójrzcie mi w oczy, a na rosole są oka", że Alcest ciągle je a Gotfryd ma bardzo bogatego tatę. Historie te mają, zawsze nową scenerię, autor przenosi nas do restauracji, zoo, cyrku czy na wakacje. Jednak bohaterem jest Mikołajek, opisujący szaleństwa kolegów, ale dostrzegający swoim dziecięcym wzrokiem, również smieszne zachowania i pozy dorosłych.

Dlaczego nie tylko dzieci, chętnie sięgają po te książki? Ponieważ starsi czytelnicy śledząc bohaterów opowiadań, którzy prowadzą wojnę społeczną i rodzinną między sąsiadami, pracownikiem a szefem, teściową a zięciem, widzą w nich samych siebie.

"U nas na święta - powiedziałem - będzie Bunia, Ciocia Dorota i stryjek Eugeniusz.

A u nas - powiedział Alcest - będzie biała kiełbasa i indyk."

Recenzja przygód "Mikołajka" - Dorota Ejmocka

Dla wielu kultowe przygody Mikołajka, są jak powroty do beztroskich lat dzieciństwa, gdzie podwórko było całym naszym światem i centrum niesamowitych przygód, w szkole mieliśmy wesołą paczkę kolegów i koleżanek od wspólnych zabaw, a czas płynął na poznawaniu świata jako małym odkrywcom.

W taką sentymentalną podróż wybierzemy się wraz z książkami z serii „Mikołajek” napisanych przez René Goscinny'ego i zilustrowanych przez Jean-Jacques'a Sempé. W gronie przyjaciół Mikołajka zawsze jest wesoło. Alcest ciągle je, Gotfryd daje kolegom swoje zabawki, żeby je do końca popsuli, a Euzebiusz lubi się bić, ale tylko z przyjaciółmi, bo jest bardzo nieśmiały. A Mikołajek, choć stara się być grzeczny, ciągle wpada w kłopoty... Książki napisane są z dużą dawką humoru, a każda opowiastka to niekonwencjonalny ciąg zdarzeń z zaskakującym zakończeniem. Bohaterowie serii to barwne i wyjątkowe postacie, które zapamiętamy na długo. Dzięki Mikołajkowi oderwiemy się od zabieganej rzeczywistości, powrócimy do radosnych i beztroskich lat dzieciństwa.

Warto wspomnieć, że Polska jest jedynym krajem, która ma swoją wersję przygód Mikołajka. To opublikowana w 1986 roku w nielegalnym wówczas Wydawnictwie Rytm książka "Mikołajek w szkole PRL-u" Maryny Miklaszewskiej. Wszystko na kartki, kilometrowe kolejki, założony podsłuch... Świat opisywany przez autorkę oparty jest na autentycznych relacjach jej syna ze szkoły, po wprowadzeniu stanu wojennego, z ilustracjami chłopca. "Jedyna książeczka dla dzieci, która ukazała się w drugim obiegu - zaznacza autorka i dodaje: - polska wersja Mikołajka to właściwie pastisz pierwowzoru".

Przygody Mikołajka to lektura dla każdego czytelnika, dzieci zachwycać się będą przygodami swojego rówieśnika, ludzie młodzi powspominają swoje dzieciństwo, a starsi - śmiać się będą do łez.