james dean szybkie zyciemarilyn zyc i umrzec z milosciyul brynnerpod prad orson wellesoczarowanie zycie audrey hepburn

Spotkanie DKK 25 luty 2013

Filmy tworzą mitologię dwudziestego wieku, a ich gwiazdy są uwielbianymi bóstwami. Na przestrzeni lat, powstało dużo biografii, portretujących reżyserów i aktorów, filmu amerykańskiego. Nasze spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki, miało na celu, przybliżyć sylwetki gwiazd Hollywood, końca lat 30 i początku 60.

Pozycję supergwiazdy w Hollywood, zdobywało się w tak trudnym i obciążającym psychicznie wyścigu, że uczestnik gonitwy musiał poświęcić się temu bez reszty. Sukces często miał niewiele wspólnego z talentem, przeważnie był dziełem przypadku, znalezienia się gdzieś w odpowiednim czasie.

Ważną rolę odgrywa tu przypadek, ale liczą się również chciwość, spryt i zwyczajne szczęście. W omawianym okresie bycie aktorem, na wysokiej pozycji, wiązało się z budzącą zawiść siłą, a tragedie związane z jej zdobyciem – lub nierzadko raptowną utratą – były często bardziej dynamiczne niż film fabularny.

Bez wątpienia współczesne gwiazdy są inne niż, te sprzed lat. Dziś celebryci mają moc, o jakiej nawet nie śniło się, aktorom starszego pokolenia. Być może w tym tkwi problem. Współczesne gwiazdorstwo, zostało odarte z tradycyjnego nimbu boskości. Dzisiejsze gwiazdy filmowe, wydają się za bardzo ludzkie, zbyt dalekie od naszych fantazji i wyobrażeń, a znacznie częściej utożsamiane z proza biznesu kina.

Mimo rewolucyjnych zmian w technologii, jakie zaszły w kinie od pojawienia się dźwięku w 1927 r., nadal chętnie siadamy w ciemnościach i ogadamy, jak gwiazdy dokonują tego, o czym nawet nam się nie śniło.

Relacja ze spotkania DKK - Barbara Pukało

Ostatnie spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki, które odbyło się 25 lutego obecnego 2013 roku, było pierwszym nieksiążkowym spotkaniem. Jego tematem były kino hollywoodzkie końca lat 30-tych i początku 60-tych i najbardziej znane związane z nim postacie. Uczestnicy dzielili się z pozostałymi informacjami dotyczącymi aktorów, którzy przeszli do legendy. Omówiono życie oraz niektóre filmy Audrey Hepburn, Marilyn Monroe, Jamesa Deana oraz Yula Brynnera. Dużo uwagi poświęcono osobowości wymienionych „bohaterów masowej wyobraźni”. Rozważano m. in. Czy Marilyn Monroe mogłaby zagrać Holly w „Śniadaniu u Tiffany’ego”, równie dobrze jak odtwórczyni tej roli Audrey Hepburn? Wspomniana została też postać reżysera Orsona Wellsa.

Dyskusja została wsparta prezentacją zdjęć gwiazd filmowych wyświetlanych na zmianę na ekranie. W trakcie spotkania wypowiedzi zobrazowano także za pomocą filmów, we fragmentach znanych produkcji, w których zagrali omawiani aktorzy. Wśród tych filmów są: „Olbrzym”, „Rzymskie wakacje”, „Śniadanie u Tiffany’ego”, „Król i ja” i „Obywatel Kane”. Każdy mógł sam stwierdzić, co myśli o filmie i ocenić grę aktorską filmowych sław.

Spotkanie było bardzo ciekawe. Rozmowa toczyła się w przyjemnej atmosferze, przy kawie i ciastku, przypominało bardziej towarzyską rozmowę znajomych niż zorganizowaną grupę spotykającą się raz na miesiąc. Było dla mnie zdecydowanie owocne, bo wyniosłam z niego oprócz dobrego wrażenia także kilka nowych informacji.

James Dean - Agnieszka Kowalczyk

James Dean – aktor, którego wybrałam na minione spotkanie DKK, był ikoną popkultury, ale pośmiertnie. Po pierwsze - dlaczego on? Zainspirowało mnie kilka piosenek, w których przewija się jego nazwisko, m.in. u Lana del Rey "Blue jeans". Myślę sobie: no znam jego wizerunek, bo w Internecie mnóstwo jego zdjęć, znam jego nazwisko, słyszałam, że zginął młodo, ale.. no właśnie, niewiele o nim wiem.

Próba dostania biografii jego osoby nie została podjęta - zniechęciłam sie po tym, jak zobaczyłam ile jest pozycji i jak mało bibliotek nimi dysponuje.

Po drugie, fanką czytania biografii nie jestem, ale postanowiłam "wyłapać" przynajmniej esencję z notek w Internecie (choćby Wikipedia), czy filmu dokumentalnego o jego osobie (The James Dean Story 1957 w: youtube.com). I co mnie zaskoczyło? Facet zdobył swój fenomen pośmiertnie, był gwiazdką, która dopiero co zaczyna. Odegrał 3 role - buntownika, wedle preferencji i charakteru. Miał homoseksualne zapędy. I co mnie zaintrygowało to fakt, że on po prostu za wszelką cenę chciał się wybić, pokazywać wśród celebrytów, i dążył do tego poprzez kontakty seksualne, konotacje i kontakty z ludźmi z branży.

Extra, myślę sobie – świat biznesu, artystów, gwiazd, celebrytów, zawsze – było, jest i będzie – wiązało się z uciechą cielesną, seks i pieniądze idą ze sobą w parze.

James lubił adrenalinę był buntownikiem, ale w gruncie rzeczy, nie zaznał w swoim krótkim życiu szczęścia. Amant, to spojrzenie, wydawałoby się wyluzowany styl, papieros w ustach, ale w gruncie rzeczy odczuwam w stosunku do niego, swego rodzaju litość i współczucie. Podoba mi się wizualnie jako mężczyzna, ale czytając historie, czy słuchając wypowiedzi na jego temat - jest mi po prostu chłopaka żal. Może stąd ten jego sukces. Śmierć nagła i tragiczna powoduje dodatkowe emocje, które to stawiają mnie na równi z nim - podobny wiek, empatia, wzruszenie, no szkoda chłopaka, taki młody...Wiem, że lubił wpadać do baru, wypijać dobry alkohol, ale siedzieć w milczeniu i osamotnieniu. Skrywał w sobie wewnętrzną tajemnicę. Tylko ciekawe, co to dokładnie było.

Yul Brynner - Krzysztof Kachniarz

Yul Brynner wydawać by sie mogło, iż jest postacią znakomicie "sformatowaną" przez swoje dwie role, w "Siedmiu wspaniałych" i "Powrocie siedmiu wspaniałych". Tymczasem już pobieżna lektura, jego jakiejkolwiek biografii (w Polsce dostępnej jedynie w sieci), skłania do drobnej refleksji, iż życie pana Brynnera, samo w sobie stanowiło by, materiał na interesujący film.

Porzucony przez ojca, mieszkał wraz z matką i siostrą w Chinach, gdzie chodził do szkoły. W 1934 wyjechał z rodziną do Paryża. Życie Yula Brynnera, choć stosunkowo krótkie, rak płuc zaatakował go w połowie lat osiemdziesiątych, było niezwykle barwne. Poczynając od urodzenia, po dzieciństwo, szkolne lata, czy cygańskie życie w USA, tak niespodziewanie spuentowane rolami w przedstawieniu "Pieśń Lutni". Czy jego najsławniejszy występ, jako króla Syjamu (do niego zgolił głowę, co nadało mu charakterystyczny, rozpoznawalny rys) w przedstawieniu "Król i ja". Wystąpił w nim w sumie ponad 4 tysiące razy. Do tego liczne role w filmach z postaciami Tarasa Bulby i faraona Egiptu na czele.

Wszystko to sprawia moim zdaniem, że warto było zachęcić pozostałych klubowiczów, do bliższego poznania sylwetki aktora, który przez tyle lat swoją postacią, dostarczał tylu niezapomnianych wrażeń.

szelmostwa niegrzecznej dziewczynkiSpotkanie DKK 28 stycznia 2013

Mario Vargas Llosa w "Szelmostwach niegrzecznej dziewczynki", nie daje odpowiedzi, na istotne z punktu widzenia bohaterów pytania: dlaczego miłość dojrzewa wśród tak trudnych doświadczeń, dlaczego cierpienie może sprawiać przyjemność i ostatecznie, dlaczego tak mało o sobie wiemy?

Mamy tu opowieść o niegrzecznej dziewczynce, czy raczej kobiecie fatalnej, którą spotyka młody Ricardo. Książka opisuje ich burzliwą, trwającą ponad 50 lat miłość widzianą oczami mężczyzny, schodzą się i rozchodzą, w życiu spotkają się nieraz. Tylko na chwilę, trwającą czasem dłużej, czasem bardzo krótko.

Llosa jak zwykle potrafił mistrzowsko zbudować otoczkę wokół właściwej akcji. Czytelnikowi przyjdzie poznać Limę, Tokio, Madryt, Paryż i Londyn, miasta w zupełnie różnych momentach historii XX wieku. Autor opisał historię miłości, inspirującej, toksycznej i perwersyjnej, która nadaje życiu jedyny sens. Jednocześnie bezlitośnie go odbiera. Odbiera również zdrowy rozsądek. Przedstawia naturę człowieka: instynkt, seks, namiętność (również duchową), fanatyzm. Wszystko to kształtuje nasze relacje. Miłość „idealnego, świętego” mężczyzny do zgniłej femme fatale. Miłość jak narkotyk.

Opowieść, która porusza, hipnotyzuje, zmusza do uważnej i zachłannej lektury. Do ostatniej strony nie można przewidzieć zakończenia tej niezwykłej książki. Mottem historii, mogłoby być stwierdzenie, że „Zepsuta kobieta należy do tego rodzaju istot, których mężczyźni nigdy nie mają dosyć”.

Recenzja książki: "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" Robert Frączek

Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki - Mario Vargas Llosa, czyli a miało być kontrowersyjnie.

Ech, a miało tym razem na DKK być kontrowersyjnie. Spodziewałem się tego dreszczu podniecenia i wypieków na twarzy jak w latach licealnych gdy czytało się Marqueza albo Rotha. A tu nic.

No dobra, troszkę żartuję, oczywiście że inaczej czyta się pewne rzeczy jak ma się lat naście, a inaczej jak ma się lat dzieści. Ale rzeczywiście w całej tej historii więcej jest szalonej fascynacji i ślepej miłości niż porywających uniesień i nurzania się w ekstazie. Jeżeli więc ktoś skuszony tytułem szuka czegoś w rodzaju 50 twarzy Greya, to niech sobie lepiej tę książkę daruje. Ale jeżeli szukacie nie tylko perwersji, marzeń i fantazji erotycznych, ale czegoś do poczytania to Llosa będzie jak znalazł. Podobno to jedna z jego lżejszych powieści, ale jak dla mnie to tylko zachęta by pogrzebać kiedyś w bibliotece i poszukać innych tytułów. DKK spełnił więc jak najbardziej swoje zadanie podsuwając kolejny ciekawy tytuł (a rozmowa nam się całkiem żywo potoczyła m.in. na temat tego czego tak naprawdę kobiety poszukują).

Na ile w tej powieści Llosa umieścił jakieś elementy autobiograficzne trudno stwierdzić, zwykle umieszczając losy swoich bohaterów na tle określonych wydarzeń ze swego kraju bawi się z czytelnikiem karząc mu się domyślać co jest fikcją, co prawdą, a co jego autorskim komentarzem np. do bieżącej sytuacji politycznej. Tu nie dość, że bohater mieszkając przez wiele lat w Europie wciąż obserwuje to co dzieje się w Ameryce Południowej, to w dodatku m in. para się piórem (choć raczej tłumaczeniem, a nie pisarstwem).

Jakby zamknąć całą fabułę w kilku zdaniach i Wam nie zdradzić wszystkiego. Śledzimy losy Ricarda od wieku lat nastu, gdy na ulicach swego rodzinnego miasteczka poznaje uroczą i bardzo pociągającą dziewczynę, aż do chwili gdy dojrzały człowiek po 50-tce próbuje spojrzeć za siebie i przemyśleć pewne rzeczy. Tamta szczenięca miłość o dziwo wpłynie na całe jego życie. Wydawało się, że gdy będzie już dorosły, gdy wyjedzie do Europy na studia i w poszukiwaniu pracy, ten obraz sprzed lat szybko wyblaknie, ale gdy tylko ją znów zupełnym przypadkiem spotka w Paryżu zauroczenie i fascynacja wybuchnie z nową siłą. Tyle że wybranka jego serca wciąż będzie go traktowała trochę jak miłą przystań na chwilę, zabawkę którą można się pobawić i porzucić.

To historia toksycznej i bardzo ciekawej relacji między tym dwojgiem, wiecznego szarpania się Ricardo, odrzucenia, powrotów, nadziei, uniesienia, chwil szczęścia i momentów totalnego rozbicia. Choć to on nam opowiada całą historię, w centrum jego i naszej uwagi wciąż będzie stała ona - niegrzeczna dziewczynka, której pragnienia, marzenia, potrzeby wciąż będą popychać ku szalonym działaniom i choć widzimy ją coraz bardziej rozkwitającą, przeczuwamy, że ku coraz większej destrukcji. Czy boi się przywiązania, a może nudy? Czy pragnie jedynie pieniędzy, czy może jednak po prostu tego żeby w jej życiu się coś działo?

Femme fatale i ten chudopachołek, jak go nazywała, który wciąż mimo wszystko będzie jej pragnął i ją kochał...

Powieść o miłości, szaleństwie i o szczęściu. To chyba jedna z refleksji jaka mi została - ile pragniemy, potrzebujemy do tego by być szczęśliwi?

Pikanterii, a raczej pewnego rodzaju niepokojącego erotyzmu rzeczywiście troszkę tu jest, ale nie za dużo i na pewno nie wulgarnie. To raczej plus niż minus powieści. A w tle mamy losy Peruwiańczyków w kraju i na obczyźnie, trochę obrazków ze zmian społecznych do jakich dochodziło na przełomie lat 60-80 (więc też ciekawie). Czy to wielka literatura? Raczej nie (tak czuję), ale mimo wszystko uważam to powieść ciekawą i dojrzałą (młody autor chyba by takiej nie napisał).

Czyta się zadziwiająco lekko i to nie tylko nie żałuję lektury, ale i chętnie bym sobie postawił tą pozycję na półce by do niej kiedyś wrócić (aż żal że na razie mam ją tylko na półce wirtualnej, czyli w formie e-booka - bo to takiej samej frajdy mi nie daje).

trafny wyborSpotkanie DKK 12 grudnia 2012

Pierwszą powieść dla dorosłych J. K. Rowling, otwiera śmierć Barry’ego Fairbrothera, jednego z członków rady, która sprawuje pieczę, nad problemami małego miasteczka Pagford. Pojawia się wakat i to właśnie, toczona przez kilku mieszkańców walka o stołek, jest trzonem ponad pięćsetstronicowej powieści.

Struktura fabularna książki, zaczyna się niepozornie, wprowadzane są kolejne wątki, rzekomo przedstawiające sytuację z różnych stron. Portret małomiasteczkowej społeczności, z każdą kolejną stroną nabiera kolorytu, a losy licznych bohaterów zaczynają nas obchodzić.

Autorka atakuje system, w którym nie było i ciągle nie ma miejsca, dla ludzi dotkniętych biedą, i wynikłą z niej społeczną dysfunkcjonalnością. Ale do tragedii przyczyniają się też niedomówienia, unikanie szczerości i egoizm – autorka z sukcesem próbuje pokazać, że podobne postępowanie nigdy nie prowadzi do niczego dobrego.

Rowling w swojej nowej książce, prezentuje umiejętność, wnikliwej obserwacji i analizy ludzkich zachowań.

Recenzja książki: "Trafny wybór" Agnieszka Kowalczyk

Książka J.K. Rowling „Trafny wybór” okazała się dla mnie niewypałem. Szanuję autorkę i jej fanów, ale niestety do mnie nie przemawia w żaden sposób. Wielowątkowość – oczywiście na plus. Ale sam rozwój akcji to była droga przez mękę. Wielokrotnie gubiłam wątek, nie wiedziałam kto, z kim, gdzie, co i jak... Sama akcja promocyjna książki wpłynęła już na mnie negatywnie, że niby hit, że super, że warto. No więc książka stała się bestsellerem, bo duża liczba czytelników, pod wpływem propagandy, zdecydowała się na zakup. Dla mnie to po prostu zwykła książka. Żaden hit. Ot, słynna pani od Pottera (którego też nie jestem fanką) postanowiła znowu zaskoczyć czytelników. Przyznaję, że jej się udało. Ma zmysł pisarski i talent. Ale dla mnie to za mało, żeby stad się jej wierną fanką.

Losy wszystkich bohaterów małego miasteczka przeplatają się. Są kontrowersyjne i w większości przypadków ich życie nie wiedzie się pomyślnie. Problemy ze sobą, sytuacja rodzinna czy społeczna. Każdy ma z kimś coś wspólnego. I całość w szarych, ponurych barwach. Czytanie nie sprawiało mi przyjemności, było jakimś obowiązkiem niechcianym... Nie przypadła mi do gustu ta powieść. Pewnie nie sięgnę po nią ponownie. Pewnie jestem albo za prosta albo za wymagająca, ale chyba musi być to coś. W tym przypadku nie „zaskoczyło”.

slow food i aronia losuSpotkanie autorskie z Anną Kamińską w ramach DKK 26 listopada 2012

Książka "Miastowi : slow food i aronia losu" jest zbiorem 21 historii ludzi, którzy po wielu latach egzystencji w wielkim mieście, zdecydowali się na życie na wsi. Opowieść o ich odwadze, pracy i sile w realizacji marzeń, o życiu z pasją i poszukiwaniu sensu. Kim są ludzie, którzy zostawili wszystko: mieszkanie w wielkim mieście, kariery, rodzinę, przyjaciół i przenieśli się z wielkomiejskiej dżungli na wieś? To ekscentrycy? Szaleńcy? Outsiderzy?

Autorka, żeby poznać odpowiedź na pytanie: jak się żyje „miastowym” na wsi – żeby dotrzeć do prawdy – przemierzyła po Polsce tysiące kilometrów. Ta książka inspiruje do wyborów: stylu życia i miejsca do życia, do odważnych decyzji, do zmian.
zakladka

Z okazji pierwszych urodzin DYSKUSYJNEGO KLUBU KSIĄŻKI, życzę wszystkim klubowiczom, odkrywania świata z kart książek, na różne sposoby, poznawania go, by stawał się przyjazny, dzielenia się nim.

Kiedy będziecie chcieli się czegoś nauczyć, nie sięgajcie tylko po książkę, warto z kimś porozmawiać. Jak mawiał Maksym Gorki "Kochajcie książki. One ułatwią Wam życie, po przyjacielsku pomogą zorientować się w pstrej i burzliwej gmatwaninie myśli, uczuć i zdarzeń. One nauczą Was szanować człowieka i samych siebie, one uskrzydlą rozum i serce uczuciem miłości dla świata, dla człowieka".

Dziękuję wszystkim, za wkład w budowanie naszego zespołu, zaangażowanie i obecność na spotkaniach!

Moderator klubu:

Justyna Ambroziak

Recenzja książki "Miastowi" - Robert Frączek

Miastowi. Slow food i aronia losu - Anna Kamińska, czyli: a może by tak rzucić to wszystko i wyjechać...

Któż mieszkając w mieście nie marzy czasem o tym by uciec gdzieś w głuszę. Szukamy jej wyjeżdżając na urlop, męczy nas zabieganie i rytm miasta. Ale nie każdy też ma odwagę by zdecydować się jednak na taki krok, by zostawić wszystko i zaryzykować. Bo zwykle taka decyzja to nie tylko realizacja marzenia i pyk! jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki już jest. To również ciężka praca, aby to nowe gniazdko uwić, wyposażyć, przestawić się na inny rytm życia, wtopić się w lokalną społeczność i o czym nie wolno zapominać: znaleźć nowy sposób na to by ten dom i swoje w nim życie utrzymać na jakimś poziomie...

Książka "Miastowi. Slow food i aronia losu" to 21 historii właśnie takich marzycieli, którzy porzucili rzeczywistość miejską jaką znali, w jakiej się wychowali, żyli. Goniąc za marzeniami, szukając jakiegoś pomysłu na siebie odnaleźli go na wsi - jedni na Mazurach, inni w Bieszczadach, ale okazuje się, że i blisko Warszawy można znaleźć swoje małe szczęście i oddech.

Całość to wywiady, lub też spisane wspomnienia ludzi nieprzeciętnych, ludzi z pasją, którzy nie potrafili pogodzić się z szarością i monotonią harówki dla jakichś korporacji. Okazuje się, że na wsi też można pracować, zarabiać i żyć - większość z bohaterów znalazła jakiś pomysł na siebie, ale i na to by na tym zarabiać. Lepią z gliny, prowadzą gospodarstwa agroturystyczne, gospody, uprawiają na swoich ziemiach np. aronię albo winorośle, pieką chleby, prowadzą stajnie, fotografują, realizują różnego rodzaju warsztaty twórcze itd. I co najważniejsze są szczęśliwi, bo żyją nie tylko wolniej, ale w pięknym otoczeniu, które sprawia, że ludzie są jakoś bliżej siebie, bardziej na siebie otwarci. To również opowieści o miłości - o tym jak bohaterowie tej książki szukali siebie nawzajem, jak potem wspierali się w trudach i znojach np. budowy domu, życia w prowizorce i jak teraz mogą cieszyć się harmonią i poczuciem wykorzystanej szansy. Piękne te opowieści.

I fakt, że wiele z tych osób miało czym ryzykować zarabiając wcześniej spore pieniądze wcale mi nie przeszkadza w tym by ich podziwiać. To nie tylko kaprys bogatych ludzie, ale mam wrażenie, że stoi za tym coś więcej - nawet jeżeli to nie chałupa na wsi, ale pałac i kilkaset hektarów ziemi. Piękne jest też to, że nie tylko sami czerpią radość i ewentualne korzyści z rozkręconych nowych "biznesów" sami, ale starają się angażować ludzi wokół siebie, społeczność lokalną, integrować ją i często uczyć tych ludzi nowego spojrzenia na pracę i możliwość zarabiania (np. bez kogoś kto by pisał projekty i wygrywał dotacje np. na warsztaty lepienia z gliny, czy pieczenia chleba dla młodzieży, pokazywanie dzieciakom ciekawych lekcji byłoby niemożliwe).

Wszyscy bohaterowie przekonują nas, że bliżej natury żyje się lepiej - nie tylko wolniej, ale i jakoś pełniej, bardziej świadomie. A my jesteśmy skłonni się z tym zgodzić, nawet jeżeli z tyłu głowy mamy myśl, że autorka zebrała same historie z happy endem, a w życiu różnie bywa.
To książka nie tylko o życiu na wsi i jego kolorycie, ale przede wszystkim o ludziach, którzy to odkrywali - o zmianie jak w nich zachodziła, o marzeniach, porażkach i o tym jak sobie z nimi radzić.

Krótkie rozdziały, dodatkowo okraszone wieloma zdjęciami z archiwum bohaterów (szkoda, że nie kolorowe!) - naprawdę czyta się i szybko i bardzo przyjemnie! Chyba lepiej czytało mi się rozdziały w formie reportażu, wywiady trąciły mi troszkę sztucznością, ale może to tylko moje subiektywne odczucie.

Najbardziej urzekły mnie dwie historie: o wiejskim dworku, w którym bohaterka by uczcić pamięć swej babci urządza muzeum Lwowa i ziem wschodnich, oraz o Kaczym Bagnie - miejscu, które zrodziło się z doświadczenia Szkoły pod żaglami, a służy tym, dla których rejs jest jedynie marzeniem odległym jak milion w totka.

mistrz i malgorzataSpotkanie DKK 30 października 2012

coverbig Powieść Bułhakowa "Mistrz i Małgorzata", nie poddaje się jednoznacznym interpretacjom. Utwór odnosi się do rzeczywistości rosyjskiej sprzed trzydziestu lat - obraz totalitarnego państwa. Fabuła wtopiona w filozoficzne rozważania o zmaganiu się dobra ze złem. Nawet odrealnione, fantastyczne sceny czytelnik odbiera jako dotyczące go wczoraj i dziś, a także zapewne – kształtujące obraz przyszłości.

Ta powieść szkatułkowa, bogata w odniesienia do literatury światowej, wciąż zadziwia bogactwem tematyki. Znaleźć w niej można rozważania na temat kondycji sztuki, echa nieustannego konfliktu twórcy z otoczeniem, ale także ciętą satyrę.

W powieści czytelnik, spotyka sie z absurdem, doskonale nakreślonym przez rękę autora, bo czyż szatan może czynić dobro? Motto utworu pochodzące z "Fausta" Goethego, doskonale precyzuje wcielenie zła:

...Więc kimże w końcu jesteś?

- Jam częścią tej siły,

Która wiecznie zła pragnąc,

Wiecznie czyni dobro.

Czytelnik ma wybór: może czytać powieść jako utwór fabularny, rejestrując nieskończone bogactwo wyobraźni, okropieństwa i komizm, a także poetycką wieloznaczność, albo rozszyfrowywać jego konstrukcję historyczną i filozoficzną.

Recenzja książki "Mistrz i Małgorzata" - Robert Frączek

Mistrz i Małgorzata - Michał Bułhakow, czyli powieść życia.

Kiedy ma się opisać jakieś dzieło, które jest bardzo bogate w treści, wielopłaszczyznowe, wizjonerskie, brakuje odpowiednich słów i wszystko co tam tłucze się pod czaszką wydaje się zbyt małe, zbyt prozaiczne. Tak właśnie mam z tą książką - czytałem ją już po raz czwarty, czy nawet piąty i stwierdzam, że za każdym razem odkrywam w niej coś nowego. To chyba najlepiej świadczy o wielkości książki - wraca się nie tylko dla przyjemności, ale wciąż cieszymy się nią od nowa, odbieramy trochę w inny sposób.

Strasznie się cieszę, że była okazja by o tej książce pogadać na DKK i pewnie można by tak godzinami - każdy trochę coś innego w niej odnajduje, zadaje sobie inne pytania. Walka dobra ze złem, atrakcyjność i jakże inne oblicze ducha zła, pytania o obecność Boga - ach ileż tu można odnaleźć tematów.

W przeszłości pamiętam, że fascynował mnie wątek dialogu Piłata z Jeszuą - wędrownym filozofem, jak go nazywa tu Bułhakow. Te wszystkie sceny, ich plastyczność, klimat, choć tak inne od tych opisywanych w Ewangeliach zostawały w głowie na długo.

Tym razem w trakcie lektury bardzo mocno odkrywałem warstwę "autobiograficzną", czyli postać Mistrza, jego towarzyszki wsparcia i opiekunki. Chodzi mi głównie o cały ten pomysł - proces tworzenia opowieści, która nie jest rozumiana w tamtej komunistycznej rzeczywistości, krytyki, odrzucenia, załamania i nawet niszczenia rękopisu. Ileż w tym wszystkim przeżyć samego autora, który wspierany przez ostatnią żonę do końca życia będzie pracował nad powieścią, mając świadomość, że ona raczej nie ujrzy za jego życia światła dziennego.

No i jeszcze całe to szaleństwo jakie odnotowuje Bułhakow, a które ma miejsce przy okazji "wizyty" Wolanda i jego świty w Moskwie - od biur, urzędników, psychuszki, wszechobecnego strachu, donosów, znikania ludzi, dochodzenia i milicji, która nawet z diabłem chciała wojować aż do funkcjonowania tamtejszych "peweksów". Ach ile w tym ostrej satyry, i przenikliwych obserwacji tamtej rzeczywistości podsuwanej nam niby "przy okazji". Świat, który nie wierzy w Boga, ale w obliczu spotkania z diabłem zaczyna łapać się na tym, że nie wszystko da się racjonalnie wytłumaczyć. Świat postawiony na głowie, z jakimiś chorymi zasadami, których głupotę często tu obnażają słudzy diabła, czyli Korowiow i Behemot niszcząc tej złudny ład i porządek.

Nie chcę opisywać wszystkich postaci ani fabuły. Kto nie czytał po prostu zachęcam by sięgnął, kto czytał dawno - zachęcam by spróbował raz jeszcze. Znaleźć tu naprawdę można wiele - i dramat, i groteskę, elementy fantastyki i stylizację na opowieść biblijną. Ale kłopot by zdefiniować ją jednym określeniem - nie potrafię na przykład sensownie wpisać etykiet do tej notki...

A o czym jest ta książka? A to już musicie rozstrzygnąć sami, bo odpowiedzi pewnie może być wiele. Dla mnie nieodmiennie chyba najlepsza przeczytana książka w życiu - mimo upływu lat, każdy powrót do niej przeżywam tak samo - wciąga, fascynuje, zachwyca. I pewnie na fali odświeżę sobie też próby przeniesienia tej powieści na ekran.

Sprawiedliwy Szatan... czyli rzecz o "Mistrzu i Małgorzacie" - Jakub Nowak

Są dzieła które trudno jest zrecenzować. Jak bowiem ocenić bezstronnie książkę, która wywarła wielki wpływ na literaturę, zmieniając ją na zawsze, ale też i na inne gałęzie kultury? Czy można powiedzieć o niej coś więcej, niż powiedział już sam jej sukces? The Rolling Stones pod wpływem tej książki, napisali utwór „Sympathy for a Devil”. Andrzej Wajda nakręcił film „Piłat i inni”. W plebiscycie „Rzeczpospolitej” i „Polityki”, została wybrana najważniejszą powieścią XX wieku, a „Gazeta Wyborcza” wydała ją, w swej kolekcji zawierającej najważniejsze książki, z tego samego okresu. Mowa oczywiście o „Mistrzu i Małgorzacie”, czyli satyrze w czasach ZSRR.

Autorem książki jest Michaił Bułhakow, urodzony w 1891 roku w Kijowie syn prawosławnego teologa. Ukończył studia medyczne. Podczas I wojny światowej, był wielokrotnie mobilizowany do armii. Opisał swe przeżycia, czym naraził się cenzurze. Zarzucono mu kontrrewolucje i zabroniono wydawania powieści, jak również opuszczania kraju, autor nie mógł długo znaleźć pracy. Nieoczekiwanie z pomocą przyszedł nie kto inny, jak sam premier ZSRR, towarzysz Józef Stalin. W 1930 roku zatelefonował do pisarza i wkrótce potem, ten objął posadę w teatrze MchAT. Grywał tu małe role i był asystentem reżysera, choć nadal nie mógł publikować swych książek. W 1939 roku z okazji 60 urodzin Stalina, napisał dla niego sztukę „Batumi”, opowiadającej o rewolucyjnej młodości dyktatora. Nie przypadła ona jednak do gustu obdarowanemu, o czym Bułhakow szybko się dowiedział. Zaprzestał wtedy wychodzić z domu i stracił na zdrowiu. Swojej największej powieści poświęcił 12 lat życia, ostatnie poprawki dyktował żonie, już na łożu śmierci. Doczekał się publikacji swej książki, w latach 1966-67 na łamach gazety „Moskwa”, gdzie jednak była znacznie ocenzurowana. Pełna wersja, ukazała się dopiero w roku 1973.

„Mistrz i Małgorzata” to satyryczna powieść, o warunkach życia w ZSRR. Fabuła składa się, z kilku przeplatających się wątków. Jednym z nich jest miłość pomiędzy Mistrzem a Małgorzatą, drugim wizyta Szata, w ateistycznym przecież kraju. Ostatnim wątkiem jest snuta opowieść, o spotkaniu Piłata i Jeszui, która jest jednocześnie samą powieścią, napisaną przez Mistrza – bohatera książki. Wszystkie te historie przenikają się i łączą, jednocześnie tworząc, oddzielne koleje losów bohaterów.

Przekaz ma wiele symbolicznych odwołań, dygresji i subtelnych żartów. Przez to jej treść, może dla czytelnika wydawać się pozbawiona sensu. Brak logicznego ciągu dalszego, przerywane scenami, które nie posuwają akcji do przodu, lecz zatrzymują ją a nawet cofają, mogą irytować. Czytając tę książkę warto zdać sobie sprawę, iż Bułhakow pisał ją bez nadziei na publikacje. Jest ona dziełem jego życia, które tworzył przez 12 lat! Musi być więc bardzo osobista i ważna dla pisarza, o czym świadczy fakt tworzenia jej, aż do swych ostatnich dni. Znajdziemy w niej, wiele poziomów ludzkiej duszy, ukrytych na kartach tego dzieła.

Nie ma tu jednej właściwej interpretacji. Kim jest kot Behemot? Może być tylko zwykłym pomagierem Szatana, ale równie dobrze samym Stalinem w kociej skórze. Mnogość rozwiązań i zastosowane tu, literackie chwyty są na pewno imponujące. Dzięki temu książka stała się sławna. Dla mnie jednak, była długą przeprawą przez świat, którego kompozycja nie zachęcała do dalszego czytania. Sama narracja odrzuca od zawartej treści, owe przerywania i powroty do zagubionej myśli, były wysoce irytujące. Chwilami zastanawiałem się, czy oby w każdym przypadku, autor wiedział co chce przekazać pod danym symbolem.

„Mistrz i Małgorzata” jest lekturą, po którą każdy miłośnik literatury powinien sięgnąć. Jednak nie każdemu przypadnie ona do gustu, to literatura trudna. Nie tylko przez samą treść, ale przede wszystkim przez specyficzną formę przekazu. Absolutnie zaskoczony sztuką pisarską autora, muszę jednak stwierdzić, iż nie jest to dzieło, do którego wrócę w przyszłości z chęcią.